Zasoby cennych surowców w Chinach albo zaraz się skończą, albo już się skończyły. Sytuacja jest naprawdę trudna i największe firmy już zdają sobie z tego sprawę. Czy to oznacza koniec azjatyckiej, taniej motoryzacji? Tygrys upadnie przed osiągnięciem sukcesu?
Świat motoryzacji to nie tylko technologie. To przede wszystkim surowce, które pozwolą na wdrażanie nowoczesnych rozwiązań. I idealnie pokazują to auta elektryczne. Ich baterie składają się w dużej mierze z rzadkich metali. Te są niezbędne do produkcji akumulatorów.
Chińczykom kończą się złoża wrażliwych metali
To właśnie z metalami do baterii Chińczycy mają największy problem. Bo jak informuje Spider`s Web, już za niespełna 15 lat skończą im się złoża litu. Za 3,8 roku wyczerpią się zasoby niklu. Kobaltu natomiast już dziś... nie ma. Wszystkie opłacalne w eksploatacji złoża zostały wyczerpane.
Oczywiście powyższe dane są jedynie poglądowe. Nie należy się do nich zbyt mocno przywiązywać. Po pierwsze dlatego, że czas życia poszczególnych złóż zależy od intensyfikacji pracy nad nimi. Po drugie dlatego, że chińskie firmy wiedziały o teh sytuacji od lat. Dlatego zabezpieczały złoża surowców za granicą. Dla przykładu Chińczycy od lat kupują lit ze złóż w Australii, nikiel są w stanie wydobywać w Indonezji, a kobalt w Demokratycznej Republice Konga.
Chiny mają jednak jeszcze jednego asa w rękawie. Być może surowców rzeczywiście w ich kraju brakuje lub będzie brakować. Nadal są jednak liderem w przetwórstwie. Bo metali tych nie wydobywa się w czystej formie z ziemi. Trzeba je często uzyskać na drodze procesu produkcyjnego.
Zakupy za granicą to początek. Chińczycy szukają technologii alternatywnych
Chińczycy w cwany sposób zabezpieczają swój rynek przed brakami surowców. Inwestują na świecie i robią to od lat. Z drugiej strony ich horyzonty nie ograniczają się do kolejnych przejęć. Azjatyccy potentaci mają więcej pomysłów na przyszłość. Jednym z nich jest wykonanie zwrotu od baterii znanych dziś. Chińczycy już dziś pracują nad nowymi technologiami. Takimi, które nie potrzebują rzadki surowców do budowy.
Idealny przykład stanowi akumulator typu LFP (litowo-żelazowo-fosforanowy) i Na+ (sodowo-jonowy). Szczególną szansę w przyszłości daje druga z technologii. Bo sód jest szeroko dostępny i tani w uzyskiwaniu. Fakt ten miałby potężne znaczenie dla obniżenia kosztu produkcyjnego baterii samochodowej. Jednocześnie akumulator Na+ idealnie sprawdza się podczas mrozów i redukuje ryzyko pożaru pojazdu w czasie ładowania.
Chiny przewidują, a nie reagują. To ich przewaga
Pójście w kierunku baterii sodowo-jonowych jest tym bardziej prawdopodobne, że technologię tą z pełną intensywnością rozwija chiński lider. Mowa o firmie CATL. Firmie, która w samym 2024 r. dostała aż 470 mln euro rządowej dotacji w Chinach. Środki przedsiębiorstwo wydatkowało na badania i rozwój. To jasno pokazuje, że rozwój azjatyckiej motoryzacji to wynik działania dwóch czynników. Po pierwsze przewidywania, a nie reagowania. Na tym rynku nie ma stagnacji. Po drugie silnego wsparcia państwa. To dosłownie chce wyhodować sobie światowych potentatów.
Źródło: moto.pl