Prezes Chery o fali upadku chińskich marek: "To już się zbliża"

Nad chińskimi producentami samochodów zbierają się właśnie czarne chmury. Zmiany w systemie podatkowym sprawiły, że rejestracje nowych aut w Chinach zmalały w pierwszym kwartale bieżącego roku o ponad 18 proc. W opinii ekspertów to znak, że chińskich producentów czekać może w najbliższym czasie prawdziwy kataklizm.

"Za kilka lat być może tylko nieliczni przetrwają i będą prosperować. To już się zbliża" - stwierdził w wywiadzie z Agencją Reuters Yin Tongyue, prezes Chery Auomobile - chińskiego koncernu, właściciela znanych już w Polsce marek Chery, Omoda i Jaecoo.

Podobną optykę nakreślił też w jednym z ostatnich wywiadów szef Kii. Prezes firmy - Song Ho-sung - na niedawnym spotkaniu z akcjonariuszami stwierdził m.in., że "ponieważ chińscy producenci samochodów nie będą już mogli liczyć na wsparcie chińskiego rządu, brakuje im siły przebicia niezbędnej do dalszego rozwoju".

W kontrze do wzbierających problemów chińskiego przemysłu motoryzacyjnego wynikających z gigantycznej nadprodukcji i zmian w systemie podatkowym w Chinach, szef Kii podkreślał dobrą sytuację finansową firmy, która pozwolić ma przetrwać czas agresywnej walki o nabywców z Chińczykami:

"Wygląda na to, że zbliża się czas restrukturyzacji. Do tego momentu powinniśmy nadal realizować strategię wzrostu, wykorzystując nasze... rezerwy finansowe".

Załamanie sprzedaży aut w Chinach. Producenci mają problem

Począwszy od stycznia chiński rynek motoryzacyjny mierzy się potężnym załamaniem sprzedaży. Wówczas pierwszy raz w historii samochody elektryczne i hybrydy plug-in (w Chinach określane są wspólnie mianem NEV - New Energy Vehicle) obłożone zostały 5-proc. podatkiem przy zakupie. To wprawdzie wciąż o 5 proc. mniej niż stawka na pozostałe pojazdy, ale zmiana spowodowała skokowe załamanie sprzedaży nowych pojazdów w Kraju Środka. To fatalne wiadomości dla producentów, którzy w zdecydowanej większości zawdzięczają swoje gigantyczne wolumeny produkcyjne właśnie rejestracjom na krajowym rynku.

Stąd bierze się obecnie zwrot chińskich producentów w stronę aut hybrydowych i próba wyjścia z ofertą zwłaszcza do klientów europejskich. Hybrydy (HEV) - tańsze w produkcji niż hybrydy plug-in (PHEV) - mogą być dla Chińczyków opłacalnym wyborem. W ich przypadku wyższa stawka podatkowa (10 proc. zamiast 5 w hybrydzie plug-in) może zostać z nawiązką zrekompensowana niższą ceną pojazdu (dużo mniejsza i tańsza bateria trakcyjna).

Z kolei Europa jawi się dla wielu chińskich producentów jako bardzo bogaty rynek, gdzie - mino niewielkich wolumenów - dzięki sprzedaży aut w najwyższych konfiguracjach liczyć mogą na wysokie marże.

Wojna cenowa w Europie? Będzie taniej, ale ryzyko jest duże

Deklaracja szefa Kii sugeruje, że producenci "starej daty" szykują się do starcia z chińskimi markami, które polegać ma m.in. na "przejadaniu" rezerw finansowych przy jednoczesnym obniżaniu cen. To próba zepchnięcia chińskich producentów do narożnika i - ponownego - zamknięcia ich na rodzimym rynku. Efektem może być rozciągnięta na kilka lat fala bankructw chińskich producentów, na której wyłoni się kilku technologicznych liderów. Ten schemat polegający na dotowaniu danej gałęzi przemysłu, by pobudzić konkurencję powtarza się w Chinach od lat.

Dla europejskich nabywców oznacza to dobre wiadomości - korekty cenników i większe otwarcie się producentów "starej daty" na klientów indywidualnych. Z drugiej strony rośnie też ryzyko, że kupując pojazd chińskiej marki, którego producent w perspektywie kilku najbliższych lat zniknąć może nie tylko z mapy Europy ale i Chin, klienci narażą się na ryzyko utraty dostępu do części zamiennych i autoryzowanych serwisów.

China speed uderzy w Chińczyków? Nie mogą dotrzeć do flot

Trzeba też pamiętać, że chcąc poszerzyć swoją ekspansję w Europie producenci z Chin muszą wyjść z ofertą nie tylko do klientów indywidualnych, ale też klientów flotowych. W tym przeszkadzać może jednak sławne "China speed" czyli ekspresowe tempo dostosowywania oferty do potrzeb nabywców i wprowadzana na rynek nowych rozwiązań. Paradoksalnie z perspektywy klientów flotowych takie "szastanie nowościami" nie jest wcale mile wiedziane, bo nowe modele trafiają na rynek szybciej niż cykle finansowania pojazdów. W efekcie skutkuje to szybką utratą wartości pojazdów, a na to klienci biznesowi nie mogą sobie pozwolić.

Źródło: motoryzacja.interia.pl